Zła energia, dobra energia

 

Wszystko co istnieje ma energię. Bez energii nic nie mogłoby istnieć. Istnienie jest formą energii. Istnienie się zmienia, zmienia swe formy. To właśnie dzieje się z energią. Ona jedynie zmienia swą formę. Przywiązujemy się do tej formy. Mówimy – to jest moje, moje ciało, mój dom, mieszkanie, samochód, komputer, rodzina. To moje, to ja. Zaś tamto to nie jestem ja, to nie jest moje, to jest mi obce. 

Idziemy w tym klasyfikowaniu i dzieleniu o wiele dalej, jakby z rozpędu i mówimy – tamto może mi być przyjazne lub nie jest mi przyjazne.

·         Jak jest nam przyjazne, to mówimy, że to dla nas dobre, pożądane i czekamy na to.

·         Jak nie jest przyjazne, to mówimy, że to dla nas nie jest dobre, nie chcemy tego, spychamy to i odrzucamy

Energia jest istnieniem.

·         Jak coś chcemy, jak nam to odpowiada, chwali nas, poklepuje po ramieniu, przytakuje nam, to mówimy, że to coś jest dobre, a nawet szlachetne.

·         Jak tego czegoś nie chcemy, jak nam nie odpowiada, krytykuje nas, nie chce nam przytaknąć, to mówimy, że to coś jest złe i niedobre.

Dlaczego mówimy tu jako my, a nie ja lub tylko oni? Bo to podejście dotyczy nas wszystkich. Ciągle to robimy, każdego dnia coś lub kogoś klasyfikujemy.

Wróćmy do energii. Czy energia jest zła? Czy też ona jest dobra? Nie widzimy, nie chcemy zobaczyć, że to tylko podział, który sami stworzyliśmy, zależnie od tego, czy coś nam odpowiada, czy też nie.

Ktoś mówi - Masz złą energię, zioniesz złą energią, siejesz złą energię, rozsiewasz wokół siebie złą energię, masz negatywną energię, jesteś zimny, zieje od ciebie chłód, nic nie czujesz, ty nie masz uczuć, wszystko bierzesz na chłodno

Dlaczego tak ktoś został nazwany?

·         Bo się naraził, bo wyraził jakieś zdanie, które się nie spodobało, bo nie odpowiada to schematom innej osoby.

·         Bo pogląd i zachowanie przeczy wzorcowi tego co jest dobre, co jest właściwe, co jest szlachetne

·         Bo ten ktoś nie rozczula się nad czyjąś krzywdą, nie współczuje jej, tak jak ona by sobie tego życzyła, jak uważa że jej się należy

·         Bo nie poklepuje jej po ramieniu, bo nie przytakuje

·         Bo robi coś zupełnie innego, niż ktoś drugi uważa, że należy zrobić

 

Dlaczego ktoś odbiera to jako złą energię, negatywną energię?

To niestety jest nadużywane i chętnie używane w pewnych środowiskach.

Otóż nie mówił tak kiedyś chłop na wsi. On by raczej powiedział – Antek, zły z ciebie człowiek, ale nigdy by nie powiedział, że ma złą energię. Dawniej chłop by powiedział, że jest zmęczony całym dniem pracy, ale nie że mu coś brakuje, jakiejś tajemniczej energii.

Informatyk by powiedział, że źle myślisz, używasz błędnego algorytmu, albo uparłeś się na coś, to nie jest dobre rozwiązanie, ale – jeśli nie zajmuje się jednocześnie pseudo duchowością – to nigdy nie powiedziałby, że ma ktoś złą energię.

Fizyk i naukowiec też by tak nie powiedział, bo w fizyce nie istnieje pojęcie złej, czy dobrej energii. Owszem gwiazda, czy supernowa wybucha, ale nikt nie mówi, że ta gwiazda ma złą energię bo wybuchła. To wynika z jej natury, z procesów. Fizycy mówią o przetwarzaniu energii, że jest jej dużo, czy mało, ale nigdy że jest zła, czy dobra. To by bowiem personifikowało tę energię, musielibyśmy doszukiwać się jakichś złych intencji, jakichś złych istot, które tym sterują, tym manipulują. Po prostu fizycy i astronomowie tym się nie zajmują. Patrzą tylko na procesy na poziomie atomów, jąder atomowych, cząstek i przepływie energii, na pojęcie przestrzeni i czasu. Nie doszukują się w wybuchu gwiazdy złych intencji. Nawet im to do głowy nie przyjdzie, aby tak pomyśleć. Jakby ktoś tak orzekł, że tamta supernowa wybuchła, bo ma złe intencje, czy złą energię, to taki naukowiec popatrzyłby się z politowaniem, albo rozdziawił buzię i przez chwilę nie wiedziałby co powiedzieć, albo też od razu wyjaśnił, że to są naturalne procesy wewnątrz gwiazdy.

Politycy jeszcze kilkadziesiąt lat temu nie wiedzieli, że można mieć złą energię. Ci politycy zwalczali siebie, jak zawsze, ale mówili, że tamten polityk jest zły, kiepski z niego przywódca, zrobił błąd, jest przeciw czemuś, trzeba go usunąć, ale nigdy by nie powiedzieli, że ma złą energię, a co najwyżej mogliby powiedzieć, że tamtemu to brakuje piątej klepki i tyle. Jednak nie mówiliby o żadnej energii, a jeśli już, to w innym kontekście, np. że ktoś ją marnuje na zły projekt społeczny, ale nie że ta energia jest zła, czy dobra.

Zatem, dlaczego ludzie tak chętnie przypisują komuś złe intencje, a od tego już tylko krok, aby powiedzieć, że ten ktoś ma złą energię. Niby na jakiej podstawie? Czy dlatego, że ma krzywy uśmiech? Jeśli nie patrzymy w serce człowieka, tylko oceniamy powierzchownie, bo ktoś tak wygląda, bo się dziwnie zachowuje, bo ma inny pogląd, bo się nie uśmiechnął, bo nie podał ręki, bo nie prawi komplementów, bo jest milczący, bo nic nie mówi - to tak się wtedy dzieje. To nasza odpowiedzialność, aby powściągnąć się od zbyt daleko idących osądów, dopóki nie nawiążemy z kimś głębszego, duchowego, mentalnego kontaktu. Dopiero wtedy możemy pisać o tej osobie.

Zatem, ta kwestia energii to niestety wymysł świata mistycznego, takiego pseudo duchowego, nastawionego na przeżycia, na ekscytację, a nie na głębsze poznawanie i głębsze rozumienie. Energia została przez różnych nauczycieli z tego świata podzielona na dobrą i złą i… zamiast przyjrzeć się, jak człowiek się zachowuje, dlaczego coś chce, a dlaczego czegoś nie chce, to zrzucono winę na energię, że to niby ona jest sprawcą i winowajcą różnych zdarzeń. W ten sposób, zamiast przyjrzeć się sobie – zrzucamy winę na coś jakby nie naszego. W razie czego to winna jest zła energia. Uważamy, że źle się dzieje na świecie dlatego, że ludzie nie pielęgnują dobrej energii, np. za mało medytują. Czyli  wstawiane jest przeciwieństwo i pojawia się walka dobra ze złem.

Czasami w kółko mówimy o energii – chcę mieć więcej energii, brakuje mi albo brakuje nam energii. Myślimy, że to panaceum na rozwój, aby było lepiej, aby być zdrowym, aby nie czuć zmęczenia, nie być sennym i wyczerpanym, aby mieć lepszego partnera, aby rozwiązać problemy życiowe, aby być szczęśliwym. Niektórzy uważają, że brakuje im energii i że trzeba ją dla siebie zagarniać, czyli jeść lepsze suplementy, machać rękoma w powietrzu, albo machać myślami w umyśle, przesuwać energię, ściągać energię od biednej brzozy, a jak się nie da, to od kryształów, albo od Słońca, a jeszcze lepiej przyssać się do jakiejś świetlistej i wzniosłej istoty. Ci, którzy mienią się być autorytarnymi nauczycielami, a jakże z dyplomami – mamią innych opowieściami o dobrej i złej energii. Podzielili energię, która jest istnieniem – na tę pożądaną i niepożądaną. Chcą pozyskać energię, oczywiście tę według nich dobrą, a wygonić tę złą. Jednak to zawsze dzieje się jakimś kosztem, dużym kosztem. Poza tym jeśli już koniecznie musimy pozyskiwać energię, bo ktoś uważa, że mu czegoś brakuje, to ewentualnie można to robić na początkowym etapie swego rozwoju od żywiołów, ale nigdy od istot żywych, w tym nie od drzew, nie od roślin, nie od zwierząt, nie od ludzi. Pobierając energię od żywych istot sami sobie robimy krzywdę, gdyż uzależnia się wtedy od kogoś i wydłuża swój rozwój. Takie osoby będą mieć więcej do przerobienia. Tworzą w swym umyśle podział na te istoty, które mają coś do zaoferowania, od których trzeba coś pociągnąć, aby się rozwinąć. To bardzo ciężka rzecz potem do uwolnienia się od tego myślenia. Jeśli już koniecznie chcemy wiedzieć do czego to prowadzi i taka postawa zagarniania dla siebie, to skupienie na sobie, typu „ja i mój rozwój”, to dobrze jest zapoznać się z przykładami, poszukać, poczytać historię człowieka. To ciężkie uwolnić się od tego, jeśli ktoś już się tak uzależni. Zajmując się pobieraniem energii od żywych istot bierze się na siebie wielki ciężar i to dana osoba, która tak pobiera dla siebie, to ona będzie musiała się z tym męczyć najdłużej, a nie ofiara od której jest coś pobierane. Będzie bardzo ciężko to potem odstawić, a w końcu przyjdzie taki czas, że trzeba będzie to odstawić, że zostanie się pozbawionym tego pokarmu. O krzywdzie, że robi się ją innej żywej istocie – zapewne szkoda tu nawet mówić. Zatem mówimy tu tylko o tym, że dana osoba sama sobie robi krzywdę i znacznie wydłuża swój rozwój, a przecież ktoś chciał tę drogę skrócić, szybciej do czegoś dojść, czyż nie? Nigdy nie należy pobierać energii od żywych istot. Jeśli już musimy – na tym początkowym etapie swego rozwoju, kiedy jeszcze nie rozumiemy czym jesteśmy, czym jest energia - to lepiej oprzeć się na czystych żywiołach, czyli woda, ziemia, powietrze, ogień. Tylko w sposób bezpostaciowy, tylko same żywioły, jako czysta forma energii. Kryształy tu nie pomogą, jakieś grzybki, czy ayahuasca. Wraz z rozwojem można zobaczyć, można poczuć i zrozumieć, że nie musimy energii pobierać od czegokolwiek, nawet od żywiołów, że sam jesteśmy energią. Tego właśnie się uczymy o sobie, poznajemy swe własne możliwości.

Wróćmy do podziału energii na złą i dobrą energię. Ten podział jest niszczący. Przynosi znacznie więcej szkody niż pożytku. Niszczy relacje między ludźmi, skłóca ludzi ze sobą, nastawia jednego przeciw drugiemu. Wywołuje niechęć i odpycha, nie pozwala poczuć drugiego w środku sercem, nie pomaga otworzyć się na drugiego i przyjąć go takim, jakim jest, niezależnie od jego wyglądu zewnętrznego, czy niektórych dziwnych zachowań. Często po prostu nie rozumiemy, dlaczego ktoś zachował się tak, a nie inaczej i wyciągamy pochopne i płytkie wnioski, przylepiając komuś etykietkę. Nie ma złej energii, to wymysł pewnej grupy ludzi, a inni potem za tym poszli i powtarzane są poglądy, utrwalane przekonania i uprzedzenia. Nie ma też dobrej energii, skoro nie ma i złej, to oczywiste. Energia jest energią. Sama w sobie nie ma postaci. Przyjmuje jakąś formę w związku z nami. To my nadajemy czemuś kształt, ale nie chcemy tego zobaczyć. To my do czegoś lgniemy, czegoś się boimy i czegoś unikamy. To my jesteśmy do czegoś przywiązani i o to walczymy, ale nie chcemy tego zobaczyć, nie chcemy zobaczyć prawdy o sobie. Zatem zrzucamy winę na energię, że to niby zła energia jest przyczyną nieszczęść człowieka. Nie, to my sami to powodujemy, nasze przywiązania, nasz podział na dobro i zło. Dążąc uparcie do dobrego ciągniemy za sobą drugą stronę medalu, a ten medal sami stworzyliśmy. Ponieważ podzieliliśmy coś na dobre i złe, zatem usilnie dążąc do dobra będziemy musieli doświadczyć tej drugiej strony medalu, czyli zła. Pragnąc czegoś – będziemy musieli doświadczyć, tego czego nie chcemy. Dążąc do miłego, musimy odczuć wtedy to, co niemiłe. Istotne jest już samo dążenie do tego, aby uciec od niemiłego i to lgnięcie do przyjemności.

Dlaczego tak jest?

Aby określić, co według nas jest dobre, aby się tego trzymać, aby coś rozróżnić, to musimy mieć w umyśle ciągle obraz tego przeciwnego. Inaczej nie wiedzielibyśmy co jest dobre, jeśli nie mamy obrazu przeciwnego. Ciągniemy za sobą oba obrazy. Nie można mieć w umyśle tylko obrazu pozytywnego – czegokolwiek. Weźmy to na przykładzie pieniądza, bogactwa i biedy. Myśląc – chcę być bogaty i co ja bym zrobił będąc bogaty, że chciałbym mieć takie problemy jak bogaci, już ja bym wiedział co zrobić z fortuną i wyobrażam sobie co bym z tym zrobił, - to dana osoba jednocześnie ma obraz swej nędzy i niedoli. Jak inaczej wyobraziłaby sobie obraz bogactwa? Skąd wiedziałaby, że posiadanie jednego samochodu, a nie np. trzech jest bogactwem? Bo ma obraz siebie, który nie ma żadnego samochodu. W związku z tym przeciwieństwo tego wydaje się być bogactwem. Zaś dla kogoś innego to byłaby nędza, bo on ma swojego szofera i kolumnę samochodów do dyspozycji. Zaś dla jakiegoś chłopa z Afryki to wszystko są fanaberie, bo on się martwi, by krowa nie zdechła podczas suszy i przydałaby się głębsza studnia.

Zatem, bez porównania jednego z drugim nie można określić, że coś jest takie, czy inne. Musi być odniesienie, Nie można powiedzieć, że kij jest dłuższy nie mając krótszego kija, a przynajmniej w wyobraźni, przynajmniej obraz tego krótszego kija. Zatem walcząc o dobro, to mamy jednocześnie obraz zła i czy chcemy, czy nie, to ciągniemy za sobą oba obrazy, ciągniemy za sobą zło, które musimy potem doświadczyć. Im bardziej się walczy o dobro, z tym większą siłą będzie się musiało doświadczyć tzw. zła i to takiego, jakie właśnie sobie wyobrażamy, a to oznacza, że każdy doświadczy swego zła na swój sposób, każdy w innej formie, specyficznej dla siebie. Jest takie powiedzenie, że przyciągamy to, czego się boimy i to jest prawda. Tak działają wyobrażenia. Poznajmy to.

Problemem nie jest zła energia, bo coś takiego w ogóle nie istnieje, a tylko w naszej urojonej wyobraźni, w naszych żalach, złościach, tęsknotach, chęci zemsty, chęci wyeliminowania czegoś, a najczęściej kogoś itd.

Problemem jest podział energii, problemem jest że nie chcemy pewnych rzeczy zobaczyć wprost i zrzucamy winę na energię, złego ducha, złych ludzi, na pogodę, na przyrodę i na asteroidy krążące po układzie słonecznym, na wulkany i trzęsienia ziemi. Nie chcemy zobaczyć jak działa umysł, jak działa nasze ja, jak odbywa się ta klasyfikacja na dobre i złe, na ciepło i zimno, na jestem słaby i jestem silny, na lubię ciebie, a nie lubię innego, na lubię befsztyk, a nie cierpię ogórków.

Nie chcemy tego zobaczyć. Będziemy brnąć w ten podział, tworzyć mury, zabezpieczać się wszelkimi sposobami, aby tylko utrzymać te dobre, te pożądane myśli w głowie, a wygonić te złe, po prostu te niechciane, które rzekomo mają złą energię. Zrobimy wszystko, aby pozbyć się tego niechcianego i robimy wszystko w tym kierunku, aby pozostać w miłym. Jesteśmy gotowi zaharować się, byleby stworzyć tę swoją oazę zwaną domem, portem do którego wracamy. Zrobimy wszystko, aby utrzymać w umyśle te wspaniałe, niezapomniane chwile, ten pozytywny obraz, a wygonić negatywny. Pielęgnujemy zdjęcia i miłe wspomnienia. Bez nich jesteśmy niczym. Bez nich jesteśmy znerwicowanym kłębkiem swych myśli.

Tak, jednak to zasila także tę drugą stronę. Nasze usilne starania w taki sposób są zupełnie nieskuteczne, bo myśląc o czymś pożądanym wzmacniamy jednocześnie – czy chcemy, czy nie – obraz ten negatywny, niepożądany. To proste, bo aby wytworzyć obraz pozytywny czegokolwiek, musimy mieć porównanie z obrazem którego nie chcemy. Tak prawdę mówiąc mamy dwa obrazy w umyśle – pozytywny i negatywny. Jedynie skupienie na pozytywnym daje złudne wrażenie, że ten negatywny zniknął. On nie znika, jest tylko chwilowo przykryty pozytywnym obrazem. Problem w tym, że nie jesteśmy w stanie cały czas utrzymać umysłu na pozytywnym obrazie, czyli nieustannie się programować pozytywnie. Nie sposób, gdyż:

·         Musimy w końcu pójść spać, a wtedy nie kontrolujemy swych myśli

·         Zająć się jakąś inną czynnością i… zapominamy o trzymaniu umysłu w ryzach

·         Coś przykuje naszą uwagę, co odwraca uwagę. Tak, potem wracamy, przypominamy sobie o co nam chodziło, jednak już przez jakiś czas zaczęły wypływać na wierzch te przykryte myśli

Zatem, te przykryte, te niechciane myśli i obrazy powracają jak bumerang, a to we śnie, gdzie mamy koszmary i jesteśmy wielce zdziwieni skąd one się nagle wzięły, niektórzy mówią, że to z trawienia, a to na jawie w jakichś sytuacjach, a to w postaci chorób oraz zdarzeń i wypadków. Mimo, że staramy się przyciągnąć do siebie tylko pozytywne zdarzenia, to przyciągamy jednocześnie też te negatywne, wręcz kreujemy je. W momencie, gdy nie jesteśmy w stanie się pozytywnie nakręcać, to zmory powracają. Wtedy ci pseudo duchowi nauczyciele, ci wielcy znawcy tematu mówią – za mało pozytywnie myślałeś, musisz więcej pozytywnie myśleć. Mówią – dobrze ci doradzałem, tylko ty się za mało do tego przyłożyłeś, musisz myśleć bardziej pozytywnie, nie dopuszczaj złych myśli. Ci nauczyciele uważają, że można utrzymać w umyśle tylko pozytywne obrazy, że to kwestia jakichś ćwiczeń, medytacji, programowania się, czy zawzięcia się w sobie. Nic z tych rzeczy. Utrzymywanie w umyśle pozytywnego obrazu zawsze jednocześnie będzie zasilać negatywny obraz z tytułu tego podziału, tego dualizmu, tej wiedzy co dla kogoś jest pozytywne, a co nie, czego się chcę, co uważa dana osoba za dobre dla siebie. Zatem to negatywne i tak przyjdzie i to często w najmniej oczekiwanym momencie, jak grom z jasnego nieba. Ludzie czasem mówią – to taki dobry człowiek, co za nieszczęście go spotkało. Nie rozumiemy, nie chcemy zobaczyć jak jedno jest związane z drugim, że nie dzieje się to losowo, że nie dzieje się przypadkiem, że to żadna złośliwość. To przykre i smutne, że w taki sposób musimy tego doświadczać, wciąż od nowa i od nowa.

Zatem to nie jest kwesta, że źle pozytywnie myślisz, ani tego że pewnie nie dość pozytywnie myślisz, że nie dość się starałeś.

Tu żadne sztuczki nie pomogą. Jeśli pielęgnujemy podział, jeśli dążymy usilnie do pozytywnego, to będziemy musieli doświadczać też tej drugiej strony medalu. To jest nasza nauka na Ziemi, nasz poligon doświadczalny, gdzie się tego uczymy, kombinując czasami jak koń pod górę - w znanym ludzkim powiedzeniu.

Jest inne podejście. Nie będziemy tego tutaj opisywać. Potrzeba na to czasu, przyjrzenia się, zauważenia pewnych rzeczy. Nie sposób tego opisać w punktach dla kogoś tak, aby to zastosował i już po sprawie. Dana osoba musi to sama odkryć. Możemy wspólnie przejść pewną drogę, aby to odkryć, ale to musi być jej odkrywanie. My też się uczymy, my też ciągle odkrywamy, robimy to wspólnie. Zapraszamy na nasze zajęcia.

Na razie, wstępnie i bardzo w zarysach wskazaliśmy nieskuteczność pewnego powszechnego podejścia, stosowanego zresztą przez człowieka od tysięcy lat. To stary mechanizm – zachować lepsze, a wygonić złe, tyle tylko, że teraz wprowadzono pojęcie złej i dobrej energii, co tylko gmatwa sprawę. Przedtem było bardziej czytelne – albo jesteś ze mną, albo przeciw mnie, a teraz mówimy, że nic do ciebie nie mam, masz tylko złą energię. W ten sposób nie chcemy coś wprost powiedzieć i zamiast pokazać swe intencje i samemu je w ten sposób w sobie zobaczyć, to gmatwamy całą sprawę. Nasze myśli, postawę i nastawienia bardziej przykrywamy, jakby za woalką, jakbyśmy się ukrywali kokieteryjnie za wachlarzem

Zamienić złą energię w dobrą

To kolejna sztuczka, której próbujemy, czyli jak nie da się usunąć, a widzimy, że to powraca, bo aż tak ślepi to nie jesteśmy, to może da się przemalować czarny kolor na biały i po sprawie. Otóż przemalowanie nic nie da. To nie tędy droga. Dlaczego? Ponieważ to, czym chcemy przemalować to czarne zło, to negatywne, czyli czymś białym, czymś jak to uważamy pozytywnym – też pochodzi z wyobrażeń. Przemalowanie ciemnego wyobrażenia jasnym niczego nie zmienia, bo to nadal są tylko wyobrażenia. Weźmy to na przykładzie. Mały Jaś w przedszkolu kłamie. Pani przedszkolanka stawia przed chłopcem ideał mówienia prawdy, czyli zastępuje zło dobrem, ale ten ideał nadal pochodzi z umysłu, z wyobrażeń o prawdzie, a nie z serca. Dziecko ze strachu stara się do tego dostosować, ukrywa że kłamie, stara się niby mówić prawdę, ale staje się to tylko bardziej zawoalowane, bardziej ukryte, bardziej obłudne. Jeśli nie wypływa to z głębi nas, z serca, to taka zmiana nic nie rozwiązuje. Owszem, chłopiec się dostosował, nauczył się lepiej ukrywać, lepiej chować, aby nie było widać jak kłamie, ale czy o to nam chodziło? Nie staraliśmy się zrozumieć dlaczego kłamie, tylko postawiliśmy przed nim ideał mówienia prawdy. Cóż z tego, skoro nadal nie zostało wyjaśnione dlaczego chłopiec tak postąpił, co kryło się za tym, aby to, co ukryte mogło w świetle wyjść na wierzch. Nie chodzi o zamienianie zła w dobro, lecz o przyjrzenie się temu co jest i jakie to jest, bez mówienia że to złe i trzeba to zastąpić. Mówiąc, że trzeba to zastąpić uczymy dziecko chowania pewnych rzeczy, uczymy je potępiania pewnych rzeczy, piętnowania czegoś. Potem, w życiu dorosłym będzie to miało daleko idące skutki, przejawiające się w segregacji rasowej, w walce dobra ze złem, w konfliktach społecznych i między narodami. Nie uczymy dziecka przyjrzeniu się czemuś takiemu, jakie jest i bez prób przerabiania tego na lepsze. Zaraz chcemy uczucie, czy myśl nazwać, zaszufladkować, ocenić, potępić i tak porządnie napiętnować, jak to mówią, aby nie powróciło. Nie mamy czasu, aby się czemuś przyjrzeć, tylko szybko, szybko, zakleić, zamienić, zamalować, byle zaraz mieć problem z głowy. Nie mamy cierpliwości i tak powstaje kolejne pokolenie, pokolenie nerwowe, rozdygotane, żyjące szybko, jakby nakręcone, pokolenie biednych istot, które nie potrafią spokojnie usiedzieć na miejscu, a jeśli już siedzą to muszą coś jeść, żuć, aby jakoś w końcu skupić się na tym co doświadczają. To zupełnie jak w kinie, gdzie ktoś nie może spokojnie czegoś obejrzeć, tylko musi w tym czasie co chwilę do buzi wkładać jakieś granulki zwane popcornem, bo tak jest niespokojny.

Szybko, szybko nie pomaga nam, zaś zamienianie złej energii w tzw. dobrą jest właśnie takim działaniem na szybko, bo nie chcemy się przyjrzeć temu złu, pobyć z nim, dać temu uwagę.

Gdybyśmy poświęcili na to przyjrzenie się więcej czasu, to więcej byśmy zyskali niż się to z pozoru wydaje. To jest prawdziwe zaoszczędzenie czasu, czasu na leczenie, czasu na psychoterapie, czasu na rozwiązywanie przynajmniej kilku problemów, których mogłoby nie być. Ludzie mówią – moje dziecko nie potrafi się skupić, a potem zaczyna się chodzenie po poradniach. O tym właśnie mówimy, ale zamiast się czemuś przyjrzeć, to zamieniamy szybko jedno na drugie, byleby szybko odfajkować jakąś sprawę. Potem i tak będziemy musieli poświęcić czas na chodzenie po terapiach o wątpliwej skuteczności. Wątpliwej, bo wszak od początku uczyliśmy kolejne pokolenie jedynie zastępowania, zastępowania niemiłych rzeczy miłymi i sprawa załatwiona, a przynajmniej tak uważamy.

Podsumowanie

Zwróciliśmy na to uwagę tylko w zarysie, ale to trzeba pogłębić i nawet to, co zostało tu powiedziane wymaga dogłębnego przyjrzenia się, co odbywa się podczas naszych zajęć z widzeń duchowych. To trzeba przeżyć, doświadczyć i odczuć działanie. Sam opis nie wystarczy, słowa to za mało. Te zajęcia, które prowadzimy jako widzenia duchowe dają właśnie taką możliwość. Natomiast zdanie sobie sprawy, że to stare podejście nie daje pożądanego rozwiązania jest jednocześnie pierwszym krokiem do zobaczenia co jest poza tym i jak sobie z tym można poradzić.

A na razie należy powiedzieć, że:

·         To bardzo smutne, co się dzieje na świecie, to nieszczęście człowieka, ten smutek, ta tęsknota, ta żałość, to poczucie opuszczenia tysięcy i tysięcy, problemy z jakimi człowiek się zmaga

·         To bardzo smutne, że niektórzy są nazywani złymi w środku i jest to tak łatwo, tak pochopnie oceniane. Owszem, człowiek się sam w sobie gubi, poddaje się manipulacji myśli, emocji, wyobrażeń oraz utożsamia się z tymi myślami, z planami, z marzeniami. To nasze ja chce rządzić i stąd wyrządzana jest krzywda innym, lecz czy płynie to z naszego wnętrza? Moralność ze strachu nie jest moralnością. Dyscyplina jest potrzebna, ale musi być ona wewnętrzna, swoja własna, nie tyle narzucona z zewnątrz. Dyscyplina narzucona z zewnątrz prowadzi do obłudy, do oszustw, do udawania, a w końcu do wielkich okrucieństw. Samopilnowanie siebie przychodzi wraz ze zrozumieniem, z poznawaniem siebie, ze zrozumieniem jak działa umysł, jak działają wyobrażenia. Poza tym samopilnowanie siebie przychodzi łatwo, gdy ze sobą współpracujemy. Staje się to wtedy naturalne i dzieje się samo z siebie. Zaś samopilnowanie siebie staje się bardzo trudne, gdy ze sobą rywalizujemy, gdy ze sobą walczymy, gdy dzielimy coś na lepsze i gorsze, gdyż wtedy:

  • Potępienie złego niby nie jest złe, a wydaje się nawet dobre

·         To bardzo smutne, że niszcząc zło uważamy, że w ten sposób nastanie pokój na Ziemi i świetlana przyszłość dla ludzi. Jest inna droga do pokoju.

·         To bardzo smutne, że za wszelką cenę dążymy do szczęścia, a wtedy spychamy wszystko co stanie nam na drodze. Wtedy sami musimy potem wypić kielich goryczy z tym związany i to aż do dna.

·         To bardzo smutne, jak traktujemy Ziemię, przyrodę, życie na niej, aby tylko osiągnąć na siłę swoje ziemskie cele, podcinając w ten sposób gałąź na której sami przecież siedzimy i w końcu będziemy musieli uciekać z tej Ziemi, szukając szczęścia na pustkowiach jakiejś innej surowej planety.

·         To bardzo dziwne, że choć tak wielu chce dobrze, a dzieje się czasem wręcz odwrotnie, jakby jakaś kara z góry, normalnie czary. Nie rozumiemy, że nie ma tu żadnej kary, ani czarów. Nie rozumiemy, jak trzymanie się pewnych podziałów i przekonań kreuje to, co potem doświadczamy. Nie widzimy, że próbując rugować zło, to ono i tak powraca, a co najwyżej w innej formie, ale powraca. Nie patrzymy na historię ludzkości, nie wyciągamy z niej właściwych wniosków, nie widzimy, że ludzkość wcale nie posunęła się do przodu w kwestii zaprowadzenia ładu i pokoju na Ziemi, że kręcimy się w kółko. Cieszymy się z nowych galerii handlowych, z nowych fabryk, z nowych miejsc pracy, ze zbudowania swego gniazdka, ze swego szczęścia, a za chwilę, za jakiś czas przychodzi to nieszczęście i nic już nie jest takie samo, jak było. Człowiek by oddał wiele za chwilę szczęścia np. z bliską osobą, za uwolnienie się od pewnych problemów, aby znów mógł się cieszyć zdrowiem i nie musiał na koniec życia mówić „Nic mnie już nie cieszy”.

·         Jest to bardzo smutne, że trzymamy się tego podziału na dobrą i złą energię, bo w ten sposób potępiamy już nie tylko innych ludzi, ale także część siebie, bo energia jest w nas, bo my sami jesteśmy tą energią, którą tak potępiamy, a w ten sposób zwalczamy część siebie. W ten sposób niszczymy sami siebie i swe otoczenie w jakim żyjemy. Walcząc z sobą samym o pożądane myśli, o pożądane emocje, o pożądane odczucia, o pożądaną energię, która daje te odczucia, to podtrzymując ten dysonans, podtrzymujemy konflikt w sobie i nieustanną walkę. Wojna na zewnątrz między państwami, gdzie giną ludzie w imię pokoju jest tylko zewnętrznym przejawem tej walki, jaka toczy się w nas każdego dnia o dobre odczucia, o dobre myśli, o dobre samopoczucie. Spychając coś w sobie, to odbywa się to bardzo dużym kosztem i wielkim cierpieniem. Wojna zewnętrzna jest wybuchem tego, co się w nas nagromadziło. Jest jak wrzód, który pęka. Jak wulkan, który musi to z siebie wyrzucić. Jednak to nie musi tak się odbywać. Nasza historia nie musi się powtarzać. Jest inny sposób na dojście do prawdy i zakończenia walk.

Czy pokój można zaprowadzić walką o pokój? Czy pakt o nieagresji gwarantuje pokój? Ile warta jest umowa o przyjaźni i dobrosąsieckich stosunkach, skoro w nas toczy się nieustanna walka? Sama umowa nie wystarczy. Skoro spychamy coś w sobie, to przyjdzie taki dzień, gdy zerwiemy wszystkie pakty i umowy, jakie zawarliśmy i… znów poleje się krew, a historia zatoczy koło. Jak długo jeszcze tak ma się to odbywać? Co czujemy w sercu widząc jak nadchodzi kolejny konflikt na wielką skalę? Czy nie myślimy o naszych dzieciach i wnukach i co z nimi dalej będzie, co dla nich zostawimy, jakie środowisko do życia? Przecież staraliśmy się dawać im wszystko, co najlepsze dla rozwoju. Tyle pracy włożył w to każdy rodzic, każdy dziadek i babcia. To co w końcu jest dla nas ważne, jeśli nie to. Komputery, a może rakiety?

 

Artykuły powiązane:   Pozytywne myślenie   oraz  Te myśli

Artur Zgadzaj, www.widzenia.com

Patrz:  Artykuły o tematyce duchowej