Rozwój duchowy, a rozwój osobisty

 

Aby zrozumieć tego znaczenie zacznijmy od samego określenia, w sensie definicji znaczenia.

Rozwój

Słowo to oznacza rozwijanie się z czegoś od małego do większego, jak np. nasiono się rozwija, wypuszcza kieł i korzeń, a z czasem powstaje z niego roślina. W szerszym kontekście oznacza czegoś więcej, dostatniej, lepiej, czy dodają się jakieś nowe wartości, otwierają się nie możliwości. Jednak te nowe możliwości muszą być uznane za pozytywne, inaczej nie uznalibyśmy tego za rozwój, tylko za porażkę. Na przykład u kogoś podczas prowadzenia biznesu doszła możliwość pójścia do więzienia. Tak, doszła pewna możliwość, ale nie uznamy tego jako rozwój. Zatem, zbieramy wartości dodane, które uznajemy za pozytywne i wtedy uważamy to za rozwój. Musi być tzw. pozytywny rozwój tego co już jest (więcej) lub poprzez dodawanie nowych wartości dobrze ocenianych (wartości dodane), czy w świecie duchowym tzw. umiejętności duchowe.

Patrz także określenie „rozwój” w:    Wikipedia     Słownik języka polskiego    Wikisłownik

 

Duchowy

Wywodzi się od określenia Duch, Dusza. Na przykład „duchowy sposób” oznaczałoby – poprzez duszę, przy udziale duszy, odwołując się i bazując na duszy człowieka. Zatem określenie „rozwój duchowy” oznaczałby – rozwój duszy. Jeśli nie samej duszy, to może całego człowieka wraz z duszą, a w minimalnym stopniu oznaczałoby to rozwój człowieka, ale poprzez duszę, w odwołaniu się do niej, bazując na niej, a nie na ja osobowym.

Tutaj – niestety – ludzie różnie to rozumieją, trochę jak im się zachce. Nie odwołują się do tego skąd pierwotnie słowo „duchowy” się wywodzi, tylko zaczynają filozofować i bujać w obłokach, podciągając pod to jak najwięcej, co tylko można pod tzw. pozytywny rozwój. Czyli dla wielu „pozytywny rozwój” oznacza „duchowy” i koniec dyskusji. To by oznaczało idąc tym torem, że np. więcej broni dla wojska – co jest dla nich przecież tak pozytywne – oznaczałoby nic innego, jak duchowy rozwój wojska.

Oto przykłady jak rozumiane jest określenie „duchowy”:

Wikipedia     Słownik języka polskiego PWN    Słownik synonimów    Synonimy.pl    Wikisłownik    Słownik SJP

Zobaczmy też powiązane tematy:   Encyklopedia PWN - Duch    Encyklopedia PWN - Dusza

Widać po tym, jak czasami niefortunnie jest to rozumiane. Przykładowo w Encyklopedia PWN - Dusza z dnia 2017.09.24 użyto jednego z określeń o duszy jako „subtelny składnik osobowości ludzkiej”. Jest to niezrozumienie czym jest dusza, a czym osobowość. Dusza nie jest składnikiem osobowości w żadnym stopniu, nie jest też żadnym – jak to określono – subtelnym składnikiem osobowości. Wywodzi się to zapewne z tego, że niektórzy uważają, że dusza przynależy do osobowości, a są i tacy, którzy uważają, że mogą duszę pouczać, albo szukać jej bo się biedna gdzieś zgubiła i tym podobne bzdury. To tak jakby dusza miałaby być własnością osobowości i na jej usługach, na usługach naszego ja. Co to byłaby za dusza, która jest na powrozie ja osobowego i własnej pychy? To dopiero byłby galimatias. Na szczęście dusza nie jest na usługach naszego ja. Jeśli ktoś czyni zło, to tylko w oddzieleniu od swej duszy, ignorując sygnały płynące od duszy, aby się powstrzymał. Dana osoba wtedy te sygnały ignoruje. Niektórzy uważają, że mogą duszę sadzać na krześle i mówić jej co ona ma robić i jak ma się zachowywać. To tylko wymysł ludzkiej wyobraźni i pobożnych życzeń, bo tak lubimy usadzać kogoś, wstawiać do kąta i mówić co, kto ma robić. Jak w szkole, a przynajmniej w dawnej szkole. Dusza nie jest na usługach ego. Ego nie może duszą rządzić, ani jej rozkazywać, ani dusza nigdzie się nie gubi. To ludzkie ja się gubi, wpada w pułapki, a ponieważ nie chce się do tego przyznać, to twierdzi, że jego dusza się zgubiła i trzeba ją biedną skądś sprowadzić. Niektórzy oferują odnalezienie i sprowadzenie duszy i to całkiem niedrogo – uśmiać się można. To tylko nasze ja się gubi, a ponieważ uważa, że jest pępkiem Wszechświata, to myśli, że może trzymać duszę na sznurku i pociągać nią jak kukiełką. Czas to powiedzieć jasno, że dusza nie jest na usługach ego i lepiej, abyśmy popatrzyli na siebie samego, na własne ja, bez woalek, bez masek, takimi, jacy jesteśmy. To przyjrzenie się sobie odbywa się w lustrze duszy i będzie możliwe dopiero wówczas, gdy przestaniemy usiłować rozkazywać duszy, co ona ma zrobić i jak się zachować. Dopiero wtedy możemy odczuć duszę – taką, jaka ona jest, a nie taką jak chcielibyśmy o sobie myśleć, nie tak jak sobie snujemy wyobrażenia. Bez tego odczucia siebie w środku – wyobrażenia wtedy stają się namiastką duszy i możemy sobie wtedy wymyślać co nam tylko przyjdzie na myśl. Tylko, czy te wyobrażenia na temat duszy – są nią faktycznie, czy też nie? Bez tego odczucia duszy – możemy tylko na ten temat filozofować.

 

Osobisty

Odnosi się do osoby, do niej. Zatem, powinniśmy najpierw określić, co to jest, kim jest „osoba”. Czyli co? Czy chodzi o ja? Przez osobę rozumie się kogoś konkretnie, czyli imię, nazwisko, adres zamieszkania, adres e-mail, jej reakcje, zachowania. Musi się dać ją wyodrębnić i zidentyfikować, aby nie pomylić z inną osobą. Słowo „osobisty” będzie odnosić się do tej osoby, poprzez nią, dla niej, w związku z nią, ale przede wszystkim dla niej. Jeżeli sąsiad ma samochód, to nie powiemy, że to mój osobisty, ale kiedy nam go sprzeda lub podaruje to wtedy staje się osobistym samochodem, bo go mamy. Czyli osobiste rzeczy – to takie, którymi możemy samodzielnie dysponować, są w zasadzie tylko dla naszego użytku. Osobista sprawa, to taka, która jakoś nas dotyka, skutkuje na nas. Nie musi być pozytywna, czyli może być osobisty problem. W porządku, a jak osoba myśli sama o sobie? Mówimy – ja. Ja myślę, ja czuję, mój gniew, moje szczęście itd. Zatem określenie „osoba” odnosimy do innych osób w ogólności, ale gdy mówimy o sobie wprost – to używamy ja i moje. To ja jest nazywane także jako „ego”.

Teraz są dwa kierunki:

·         skupianie się na oddzielności osób, oddzielności ja, co nazywamy egoizmem (pochodzi od słowa „ego”)

·         skupianie się na łączności osób, współpracy, zanikaniu podziałów, nie podsycanie ja, szukanie czegoś co jest nam wspólne

W tym pierwszym wariancie podkreślamy siebie i swe znaczenie, ignorując wspólne istnienie, zaś w drugim szukamy tego, co jest nam wspólne.

Zatem, w pierwszym wariancie jest nadmuchiwanie swego ja – jest ono wspaniałe, mam więcej i muszę mieć więcej, choćby po trupach, dla swego ja zrobię wszystko, dla ciebie zrobię wszystko. Czyli ja musi być lepsze, wspanialsze, musi siebie wybielić, oczyścić, uzyskać więcej tego i tamtego, np. uzyskać więcej pieniędzy, więcej pozytywnych ocen, tzw. łapek. Więcej łapek – acha, to jestem lepszy. Mam większy wpływ na coś – to jestem lepszy. Inni się mnie słuchają, to dobra nasza, oby tak dalej. Mam już dwa samochody, ale przydałby się trzeci. Mam ładny domek, ale muszę odgrodzić i zabezpieczyć, aby nic mu się nie stało. Mam pewne umiejętności – tfu duchowe – np. umiem czytać innym w myślach, ale muszę popracować, bo czasem nie wiem, co sąsiad myśli. Chciałbym lewitować i przemieszczać się łatwo po świecie, chciałbym mieć świetną pamięć i zwiększyć szybkość uczenia się – chyba się zapiszę na jakiś kurs – tfu duchowy, czyli ezoteryczny, a może mistyczny, a może parapsychiczny, a może psychologiczny. Ale będę wtedy wielki. Jam to, nie chwaląc się. 

To ja osobowe w szerszej społeczności działa dokładnie tak samo, tylko w większej skali – jesteśmy lepsi od tamtych. Nasza kultura jest lepsza od tamtych, musimy ją jeszcze bardziej podkreślać. Musimy mieć więcej złóż naturalnych, a jak się nie da to więcej usług, aby nas cenili, więcej unikatowych rozwiązań. No generalnie – musimy być kimś.

Ja zawsze musi być kimś, to wynika z ja, z jego natury. Trzeba to działanie ja poznać i zrozumieć, aby wiedzieć do czego może nas ono zaprowadzić, jaki jest kierunek istnienia tego ja. Musimy wiedzieć, jakie pułapki się z tym wiążą, tak aby nie dawać fory temu ja, tam gdzie nie jego jest rola, bo jest w nas jeszcze dusza. Ja – to nie wszystko. Jest, owszem, ale trzeba znać jego granice, bo inaczej świat pogrąży się w totalnym egoizmie, a chyba wszyscy w końcu widzimy, że nie wychodzi to nam na dobre.

 

Rozwój osobisty

Cóż by zatem oznaczał rozwój osobisty? Oczywiście ja chce się rozwijać. To jego sens istnienia, czyli być, albo nie być.

Czy rozwój osobisty – to rozwój ja? Czy rozwój osobisty – to nadmuchanie swego ja, aż pęknie? Czy rozwój osobisty – to więcej i więcej, lepszy dom, lepszy samochód, lepszy wygląd, lepsze zdrowie, lepsze samopoczucie, brak negatywnych ocen? Muszę się starać, aby mnie lubili. Muszę mieć kogoś bliskiego, muszę mieć przyjaciela. Muszę zdobyć to i tamto. Muszę nauczyć się czytać w myślach innych ludzi, nauczyć się lewitować, stać na głowie, muszę wyciszyć te cholerne myśli, które mnie tak denerwują. Muszę wprowadzić ciszę w umyśle, zastąpić te myśli czymś lepszym, błogim światłem i spokojem.

W porządku, ale co to wszystko ma wspólnego z rozwojem duchowym?

Muszę być szlachetny. Od dziś będę ćwiczył nieagresję i dobre uczynki.

Czy działania wynikające z ja w ogóle prowadzą do uszlachetnienia, uszlachetnienia kogo, czego? Czy ja może się uszlachetnić? Przecież naturą ja od samego początku jest oddzielność i podkreślanie siebie. Zatem czy to ja może kiedykolwiek zaprowadzić pokój na świecie i między ludźmi, aby nie niszczyć Ziemi, nie niszczyć przyrody, nie niszczyć innych ludzi? Tak, może? Czy też nie, nie może? Czy coś, co jest od początku nastawione na oddzielność i podkreślanie siebie – czy może kiedykolwiek tak się uszlachetnić, że w końcu zacznie łaskawie patrzeć na innych ludzi? Tak, czy nie? Czy ty, który teraz to czytasz zastanawiałeś się kiedyś nad tym? Czy zadałeś sobie te pytania głęboko w swym sercu?

No cóż, ponieważ to ja nie za bardzo chce współpracować w kierunku uszlachetnienia, to wymyślono sądy, więzienia, policję, wojsko, systemy przymusu i represji, aby to ja przymusić do bycia dobrym. Czyli, wedle zasady – jak nie po dobroci, to przymusimy innych do miłości i pracy na rzecz dobra całości. Jakie są efekty tego przymuszania – można obserwować każdego dnia tak w domu, na ulicy, w prasie, w telewizji i w komputerze, na portalach społecznościowych – wszędzie na świecie oraz czytając wspaniałą historię ludzkości, czyli w zasadzie historię wojen i podbojów, przeplataną krótkimi okresami względnego spokoju.

Sprawa przymuszania drugiego ja, aby działało zgodnie z moralnymi wytycznymi wymaga szerszego omówienia, nie tutaj. Będzie na to poświęcony osobny artykuł.

Można powiedzieć, że rządzący i to na całym świecie, a nie tylko w jakimś jednym kraju widzą rozpasanie tego ja i… w akcie rozpaczy chcąc nad tym zapanować wprowadzają różne systemy kontroli i represji, wszelkie odmiany przymuszania do dobrego, porządnego życia, wedle pewnych reguł moralnych. Mówimy, że robią to oni w akcie rozpaczy. Tak, bowiem widzą, że uzyskuje się wręcz odwrotne skutki, ale nie widzą innego rozwiązania. Wydaje się, że musimy tak robić, ale czy rzeczywiście? Bez zrozumienia i to dogłębnego jak działa ja, jak działa umysł, jak działają myśli i wyobrażenia nie sposób znaleźć wyjścia z tej pułapki. Ci rządzący w istocie chcą dobrze, ale to nie wystarczy. Sama chęć bez zrozumienia natury ludzkiej wywoła tylko kolejny chaos i kończy się to zwykle tym wszystkim, co znamy z historii. Znamy to, ale powtarzamy w kółko ten sam schemat i tak bez końca, aż do zatracenia, aż do unicestwienia siebie w bólu i cierpieniu, wykorzystując przy tym swą „inteligencję” w wyszukiwaniu przemyślnych metod przymusu, przemyślnych metod niszczenia i ucieczki. Tak, szczycimy się tą inteligencją. Jakże żałosna to „inteligencja”, bo wypływająca tylko z cwanego ja, a nie z duszy, nie z serca.

 

Rozwój duchowy

Rozwój duchowy to nie jest rozwój osobisty i nigdy tym nie był i nigdy nie będzie, ani teraz, ani w przyszłości. Żadne szkoły i systemy ezoteryczne tego nie zmienią. Tam, gdzie jest zbytnie nastawienie na swój osobisty rozwój – tam nie ma rozwoju duchowego. Tam jest kręcenie się w kółko. Tam jest zdobywanie umiejętności pseudoduchowych, które ktoś uważa za duchowe, bo tak mu się wydaje. Owszem, skupiając się na swoim rozwoju co nieco osiąga, ale zawsze będzie to bardzo ograniczone, prowadząc na pewien szczyt, po czym jest nic innego jak…. upadek, utrata zdobytych umiejętności, kłody pod nogami itp.

Rozwój duchowy to całość. To całość, ale najważniejsze jest zaczęcie od duszy. Cząstki nigdy nie można trwale połączyć w całość. Zawsze, prędzej czy później następuje rozpad. Próbujemy te cząstki łączyć, kleić, wzmacniać, ale to się rozpada. Gdy tylko przestajemy coś sklejać, wzmacniać to zaraz dzieje się proces rozpadu.

Zacząć trzeba od duszy, która jest całością, a nie zbiorem cząstek, które trzeba lepić. Zacząć trzeba od swego wnętrza i to od początku, a nie że potem do tego dojdziemy. Rozwój ja osobowego nigdy nie doprowadzi do wnętrza. Prowadzi tylko w iluzje ja, w jego wyobrażenia, a to wcześniej, czy później się rozpadnie, jak domek z kart i człowiek zostaje z niczym i musi zacząć od początku. Zacząć od początku – to zacząć od siebie, od tego co się ma we wnętrzu.

Co w tym może pomóc? Współpraca. Tak, współpraca może w tym pomóc. Współpraca nie polegająca na przymuszaniu do bycia moralnym, ale wynikająca ze zrozumienia. Współpraca jest subtelnym procesem pomagającym duszom uporać się z niepohamowaniem własnego ja, tak że z tym ja radzi sobie coraz lepiej dusza danej osoby. To dusza sama radzi sobie ze swoim ja osobowym i tylko ona może to ja trzymać w ryzach, pilnować je i utemperować. Żadne zewnętrzne przymuszanie nigdy nie doprowadzi do pokoju na świecie. Należy to jasno zrozumieć. Poprzez przymuszanie można jedynie doprowadzić do pozorów ładu i spokoju, gdyż ze strachu ludzie chodzą jak zegarki, ale tego rodzaju spokój nie jest trwały, co bardzo obrazowo pokazuje wciąż od nowa i od nowa historia ludzkości. Żadne pakty, ani układziki, podpisywanie cyrografów i lojalek, pobieranie wynagrodzeń za moralne postępowanie nie doprowadza do tego o czym marzymy – do trwałego pokoju i szczęścia tak jednostek, jak i całości. Ze strachu, z lęku o swój byt ludzie mogą działać dla określonego „dobra”, czy nawet wzniosłej idei, ale jest to bardzo krótkowzroczne, bardzo ograniczone i wcześniej, czy później padnie z wielkim hukiem. Choćby była najwznioślejsza idea, to jeśli nie wypływa to ze zrozumienia jednostek, to nie osiągniemy tego, co było w jej zamierzeniu. Wówczas rządzący widząc, że sprawa wymyka się z rąk – zaczynają stosować coraz silniejsze środki przymuszania, aby dla tej wzniosłej idei pracować i tak oto historia znów się powtarza. W końcu są bunty, ostre środki, rozczarowanie, obnażenie fałszu i… zaczynamy od nowa, a ludzie noszą w sercu szok tego przeżycia.

Jest tu jeszcze kwestia manipulatorów, którzy potrafią pociągnąć ludzi w kierunku koncentrowania się tylko na sobie, na walce, na dbaniu o swoje bezpieczeństwo, nie patrząc na to, co będzie się działo z innymi, na zasadzie – dobrze im tak, to za moje krzywdy. Tego rodzaju manipulacje ludźmi i ich emocjami wściekłości nie zbliżają do współpracy, tylko do naskakiwania jednych na drugich, do podsycania własnego ja, a wtedy dusza ma bardzo ograniczone możliwości zapanowania nad tak podburzonym ja. To tak, jak ktoś podjudza, podburza psa – warcz, szczekaj, ugryź go, bierz go, broń mnie, broń nas, tamten jest zły, pilnuj tylko nas, patrz tu jest płot i tego pilnuj.

Natomiast nieprzymuszona współpraca i jeśli wynika z własnej otwartości i pewnego, choćby częściowego zrozumienia, to jest czymś zupełnie innym. Współpraca pomaga duszom uporać się z własnym ja poprzez pewną subtelną formę akceptacji, poprzez pracę nad czymś wspólnym, co cieszy członków uczestniczących w tym procesie tworzenia czegoś. Wtedy to ja jest bardziej podatne do współpracy wewnętrznej z własną duszą. Nic nie jest w stanie przecenić zalet i wielkości współpracy. To ona leczy skołatane serca i wznosi je ku górze.

Poza tym współpraca – bez moralizowania – odciąga nas od skupienia na ja, łączy nas wewnętrznie ze sobą na poziomie dusz, pokazuje co jest nam wspólne, a nie co nas różni. Nawet współpraca materialna bardzo pomaga. Można razem budować dom, budować most. Oczywiście, jeśli współpraca dotyczy kwestii bardziej duchowych, to korzyści mogą być większe. Tu jest jednak pewien problem, bowiem mamy silne wyobrażenia – co to znaczy duchowe, co jest dla nas dobre, jak to powinno się dziać. Współpraca w pełni duchowa jest z tego względu trudna, ale mimo to warto do niej wracać i szukać możliwości współpracy na tym polu.

Współpraca duchowa nie może polegać tylko na nastawieniu na swój rozwój, gdyż zaraz wpadamy w pułapkę swego ego. Czyli nie może się składać z jednostek, które za nic mają pomoc w rozwoju innym, tylko patrzą jakby tu samemu się rozwinąć. Jeśli naprawdę chcemy rozwoju, to powinniśmy spojrzeć na to jak na całość, że pomagając innym i dana osoba także się przy tym rozwinie. To logiczne. Aż dziw, że tak trudno to niekiedy zobaczyć. Można to przyrównać do ciasta z rodzynkami rosnącego w piekarniku. Rośnie całe ciasto.

Kwestię dlaczego skupianie się na własnym rozwoju jest bardzo ograniczone, zaś dbanie o rozwój całości najszybciej prowadzi do własnego rozwoju omówimy szerzej w osobnym artykule.

Podsumowując – współpraca jest potrzebna i pomaga ludziom przekroczyć barierę swego ja, pomaga duszom lepiej panować nad zachciankami swego ja, ale nie może to się odbywać poprzez zewnętrzny przymus. Gdy jest zewnętrzny przymus – to wtedy następuje odrzucenie, bunt tego ja, a duszy wcale to nie pomaga. Nasze ja ma wtedy argument, że słusznie się buntuje i nie ma ochoty do współpracy. Dając zaś pewne inteligentne poluzowanie – choć na początku może to wywołać pewne niepożądane efekty – to docelowo daje większą szansę, aby dusza człowieka uporała się ze swoim ja, a przez to dusza może się bardziej przejawiać. Niestety – jesteśmy niecierpliwi. Zaraz chcielibyśmy zobaczyć pożądane rezultaty, a tutaj tak się to nie dzieje. Wtedy zabieramy się za bat, aby ludzi przymusić do moralnego postępowania, ale to wcale nie pomaga.

To tylko wstępne omówienie tematu. Jest tu wiele kwestii, które wymagałyby głębszemu przyjrzeniu się i zbadaniu. Nie sposób ukończyć studiów, po pójściu na jeden wykład. Żadne artykuły tego nie zrobią. To trzeba poczuć w sercu, zobaczyć oczami w swej duszy. Podczas naszych zajęć z widzeń duchowych te kwestie wypływają w różnych sytuacjach i w różnej formie, przewijają się w różnych kontekstach. Uczestnicząc w tych zajęciach można to lepiej zrozumieć.

Na koniec kilka cytatów z jakże znamiennego fragmentu z działu Przekazy i widzenia dotyczącego współpracy z przekazu duchowego od Przewodnika ogólnego Ludwika z naszych bardzo wczesnych zajęć z 2009 roku:

- z pliku PDF:  Przesłanie na temat współpracy, o przywódcach i manipulatorach oraz rozwoju na Ziemi

- do przesłuchania z pliku MP3: Współpraca i jej zalety. Rywalizacja niszczy ludzi. Przewodzenie w społeczeństwie. Manipulatorzy. Federacja zrzeszonych planet - 2009

 

1.   Pod koniec (od 12’23’’ do 12’35’’) – Koncentrujemy się na pomocy innym – (Oznacza to, że faktyczny rozwój duchowy może nastąpić w trakcie zaangażowania się w pomoc innym, a własny rozwój osoby wspierającej tych innych następuje wtedy automatycznie)

W przypadku postępu duchowego to nie ma znaczenia, bo i tak przeskakujemy na wyższy poziom egzystencji i koncentrujemy się na pomocy innym.

           

2.   Na początku (od 00’55’’ do 01’23’’) – Tylko współpraca doprowadza do rozwoju

Współpracując możemy stworzyć coś większego. Tylko współpraca doprowadza do rozwoju, chociaż czasem konieczne jest oddzielenie, aby pomóc duszom zrozumieć jak to jest być samemu i dostrzec zalety współpracy.

 

3.   Na początku (od 01’37’’ do 01’53’’) – Sama współpraca wystarczy

 

Nie rozumieją, że nie trzeba walczyć ze sobą, ani konkurować. Sama współpraca wystarczy, aby każdy dostał to, o czym marzy i do czego dąży.


 Patrz:  Artykuły o tematyce duchowej