Rozwój duchowy, a bezpieczeństwo

 

Ziarenko ma ochronną warstwę, wykiełkuje i wyrośnie tam, gdzie będą korzystne warunki, gdzie będzie bezpiecznie. Owszem, nawet na dachu i na rynnie, i na skale w jakimś załomie wykiełkuje ziarno, ale nie ma wtedy szans na pełny rozwój, a drzewo jest rachityczne, może tylko częściowo urosnąć, a potem upada od wiatru. Aby mogło w pełni wyrosnąć na silne i dorodne drzewo, to musi mieć dobre, bezpieczne warunki. Nawet trawa lepiej rośnie na żyznej ziemi, niż na piasku.

Każde zwierzę, które zajmuje się potomstwem chroni swoje młode, aby bezpiecznie mogły się rozwinąć.

Dziecko w łonie matki chronione jest w szczególny sposób przez wiele miesięcy zanim się urodzi. Potem od momentu narodzin opieka rozszerza się na obojga rodziców, na żłobek, przedszkole i szkołę, na innych członków rodziny i społeczeństwo aż będzie w pełni rozwinięte. Wprowadzane są różne przepisy ochronne i zasady, aby było bezpiecznie, aby dziecko mogło się jak najlepiej rozwinąć.

Kiedy człowiek staje się dorosły, to nie oznacza, że nie potrzebuje już bezpieczeństwa i ochrony, gdyż to że może już sam się utrzymać finansowo, że może już decydować sam gdzie pojechać i co ma robić nie oznacza, że na tym kończy się jego edukacja i rozwój.

Dalej jest rozwój duchowy. Tak prawdę mówiąc był od początku, ale gdy ktoś jest dorosły, to możemy mówić o takim bardziej świadomym rozwoju człowieka. Teraz dana osoba bierze bardziej świadomie los w swoje ręce. Ten proces jest równie delikatny, równie niepewny jak los ziarna, które gdzieś upadnie i nie jest gwarantowane, czy coś dobrego z tego ziarna wyrośnie, czy też nie. Znamy wiele przykładów, gdy jako dziecko i młoda osoba w szkole wszystko wyglądało dobrze, lecz gdy sam już zaczął o sobie decydować, to wpakował się w różne problemy, a to związki z ludźmi, a to problemy finansowe, a to konflikty itd. Nawet dobre wychowanie nie gwarantuje , że potem będzie się na wszystko odpornym. Nadal można w coś się wpakować, wpaść w złe towarzystwo, złe wpływy. Zatem nadal musi być ochrona, ochrona aby dobrze się rozwinąć duchowo.

Rozwój duchowy wymaga bezpieczeństwa, tak jak rozwój dziecka, rodziny, społeczeństwa, państwa, całej ludzkości. Dobrze wiemy, że wojna niszczy ludzkość, odbiera godność i poczucie bezpieczeństwa.

Rozwój duchowy - wbrew niektórym obiegowym opiniom - nie jest czymś mistycznym. Wiąże się z rozwojem świadomości siebie, życia, otoczenia, rozumieniem życia, sensu istnienia, polepszeniem dobrego samopoczucia, odnalezienia szczęścia, czyli z czymś co dotyczy każdego człowieka. To nie jest coś mistycznego. Mówimy "duchowy", aby podkreślić, że ten rozwój nie jest oparty na rozwoju osobistych zachcianek, na rozwoju egoizmu, lecz na tym co płynie z naszej duszy, z naszego wnętrza i bardziej z serca. To nie oznacza jakiejś wiary w świętą osobę, ani nie oznacza walki religijnej, czyli jednej wiary z inną wiarą. Rozwój duchowy dotyczy każdego człowieka, bo czyż nie każdy z nas dąży właśnie do szczęścia, do lepszego życia, do bycia świadomym siebie i otoczenia oraz cieszenia się tym, co doświadczamy, do tego aby być akceptowanym i rozumianym, aby móc poruszać się wśród innych swobodnie, bez lęku o ocenę, czy wyśmiewanie? O tym właśnie mówimy. Czyż nie o to nam chodzi? Czyż nie jest to normalne pragnienie każdego człowieka, a przynajmniej takie pragnienie, które mamy głęboko w swym sercu, gdy nie udaje się niczego przed sobą, ani przed innymi? Czyż nie za tym tęsknimy? Czy nie po to pracujemy? Czyż nie po to zakłada się rodzinę, tworzy organizacje, organizuje społeczeństwo - aby bezpiecznie cieszyć się życiem? Czy to takie dziwne? Czy mówimy tu o czymś nienormalnym?

Rozwój człowieka w jakiejkolwiek formie wymaga bezpieczeństwa. Ludzie zakładają ognisko domowe, rodzinę, aby było bezpiecznie. Kobieta często pielęgnuje to ognisko domowe, aby sama w nim mogła dobrze się czuć, aby mąż miał azyl i mógł się skupić na pracy, a po niej wrócić do swego domu, do wspólnego domu, aby ona sama też mogła się skupić na pracy, a jednocześnie mieć to gniazdko, gdzie może wypocząć i w końcu po to, aby stworzyć swym dzieciom prawdziwą przystań, ostoję, prawdziwy dom, czy mieszkanie. Po to – oczywiście między innymi, bo nie tylko po to – są tworzone przedszkola, szkoły, służba zdrowia i różne organy społeczne i państwowe. Po to są zawierane – oczywiście nie tylko po to – pakty o współpracy i nieagresji między państwami i narodami. Po to rozmawiamy o pokoju na świecie i wielu się zastanawia co dalej będzie z ludzkością, z Ziemią, z roślinnością i zwierzętami.

Po to ogrzewamy swój dom i mieszkanie, zabezpieczamy go przed zimnem, przed kradzieżą, przed wiatrem, palącym słońcem – aby było bezpiecznie, gdyż tylko tak możemy dobrze funkcjonować, rozkwitać i rozwijać się.

Zatem bezpieczeństwo to podstawa. Niestety to bezpieczeństwo zewnętrznie jest ciągle niszczone, podważane, szantażowane, nawet jeśli nie wprost, to w formie pewnych obaw, straszenia, czy sugerowania, pewnych słów:

·         uważaj, możesz coś stracić

·         uważaj, możesz stracić pracę, stracić zdrowie, stracić przyjaciół

·         uważajcie, możemy na was napaść, możemy was najechać, zabrać wam ziemie, przejąć wasze majątki, zmienić kulturę, zmusić was do pracy dla nas i podporządkować

 

Zatem człowiek z jednej strony stara się zapewnić sobie bezpieczeństwo, a z drugiej strony jest ono ciągle niestabilne, umyka nam, wali się. Co zbudujemy, gdzie się zabezpieczymy, to za chwilę okazuje się, że to w jakiś sposób tracimy, że tego nie ma. Całe życie nad tym pracujemy, aby się zabezpieczyć, aby zabezpieczyć się na przyszłość, aby choć na starość mieć azyl, mieć emeryturę, mieć kochającą i oddaną rodzinę, aby… odpocząć od tej ciągłej walki o bezpieczeństwo. Jednak na koniec przychodzi śmierć, a my nadal nie mamy poczucia bezpieczeństwa i targa nami niepewność i lęk co będzie za tymi drzwiami, lęk przed utratą tego wszystkiego nad czym tak ciężko pracowaliśmy i co z nami będzie po śmierci.

W świecie zewnętrznym jest to niszczone i nigdzie nie ma pewności, chociaż robimy wszystko, aby tak nie było, aby się jakoś zabezpieczyć..

Natomiast w świecie wewnętrznym, tym duchowym, aby się rozwinąć też jest potrzebne bezpieczeństwo. Co je może zapewnić? Czy da to dom, w którym mieszkamy? Czy da to rodzina którą tworzymy? Czy da to społeczeństwo, naród i państwo w którym żyjemy? Oczywiście są to potrzebne rzeczy, ale…

Zbadajmy to, przyjrzyjmy się temu. Jeśli ktoś nie jest jeszcze dostatecznie rozwinięty sam w sobie, to te wszystkie zewnętrzne rzeczy mogą mu pomóc, może się na nich oprzeć. Czy tylko na tym mógłby się oprzeć? Czy nie ma oparcia w nas samych, w swej głębi, w tym, co nazywamy duszą? Jeśli ktoś już to lepiej poczuł i faktycznie zaczął się opierać na tym w swym życiu, to zaczyna w chwilach zagrożenia coraz częściej do tego się odwoływać. To nie jest odwoływanie się do jakiejś wzniosłej, czy świętej osoby.  Nie o tym tu mówimy. To oparcie się na sobie samym, wewnętrznie, to pewna siła, to pewien trzon. To jest jak silny i gruby pień drzewa. Owszem, wichury zewnętrzne mogą połamać gałęzie tego drzewa, ale jeśli pień jest silny, to wkrótce wypuści nowe, świeże liście i nowe gałęzie i drzewo na nowo rozkwitnie. To jest oparcie się na tym, co każdy ma w sobie, w środku siebie.

Znany jest przykład pewnego państwa, które choć podbite, podzielone na kawałki, a te kawałki wciągane siłą do innego państwa, potem częściowo odrodzone, a dalej znów w kolejnej wojnie mocno zniszczone, podbite, okupowane i sporo mieszkańców wymordowanych. I co? Czy to już koniec? Nie, bo duch tego narodu nie zginął, bo nawet w pełnej niewoli były organizowane nauki, tzw. komplety, pielęgnowana była kultura, muzyka, poezja, przekazy o sobie, o swej tożsamości. Wtedy to musi się odrodzić, jak feniks z popiołów. Tam, gdzie jest silny duch, odwoływanie się do niego, tam zawsze nastąpi rozkwit, nawet jeśli chwilowo zostanie się zniszczonym. Zniszczone może być tylko to, co jest zewnętrzne, a to co wewnętrzne nie ginie. Tylko duch może dać rozkwit i odwoływanie się do niego.

Podobnie jest z człowiekiem pojedynczym, indywidualnym. On również, jeśli będzie odwoływał się do swego wnętrza, to jest w stanie rozkwitnąć na nowo, pomimo wcześniejszych upadków.

Dobrze jest zatem to znaleźć, gdyż zewnętrzne bezpieczeństwo nie zawsze nas ochroni, sytuacje i ludzie nie zawsze się za nami wstawią, ale to co jest w środku, w sercu zawsze będzie nam pomagać i wspierać nas, jeśli tylko do tego się odwołamy,

A dlaczego w rozwoju duchowym to bezpieczeństwo jest tak niezwykle ważne? Jeśli jest poczucie zagrożenia to skupiamy się bardziej na ja, na problemach, na poczuciu zagrożenia i na lęku o to co z nami będzie, jak będzie dalej. Wówczas ciężko jest komuś – jeśli jeszcze nie rozwinął się dostatecznie – posłuchać sygnałów od duszy, wsłuchać się w nią, gdyż do tego potrzebny jest spokój. Głos lęku, głos ja, głos paniki zagłusza to, co spokojnie płynie ze środka i nie można w tym krzyku usłyszeć głosu swej duszy, rozpoznać go. Tylko w spokoju, to co wewnętrzne może się przejawić – nie naciskane, nie popędzane, nie wyśmiewane. Dlatego – przynajmniej na początku rozwoju człowieka – nawet to zewnętrzne bezpieczeństwo jest bardzo ważne, aby właśnie mógł się nauczyć tego odczuwania siebie, nauczyć się tych uczuć, aby mógł potem w każdej sytuacji rozpoznać je, nawet w chaosie, nawet w krzyku, nawet w wielkim poczuciu zagrożenia. Wówczas, gdy przyjdą zagrożenia, to osoba taka będzie i w takiej sytuacji umiała się oprzeć na sobie samej. Wtedy jest jak niewzruszona skała, jak źdźbło trawy na wietrze, które nie da się złamać, a w końcu osoba taka staje się opoką dla innych i wsparciem dla innych. Taka jest droga.

Aby do tego dojść, to potrzebny jest na początku czas, potrzebna jest wielka cierpliwość, aby to wypracować, aby ktoś dobrze to poczuł i rozpoznał w sobie. Dlatego rozwój duchowy nie trwa 5 minut. To pewien proces i na początku musi być stworzone bezpieczeństwo. Potem, może być ono powoli zdejmowane, a osoba uzyskuje coraz więcej kompetencji.

Są osoby, które są swoimi samymi nauczycielami, jakby sami siebie prowadzą, ale nawet oni, zanim do tego doszli, to mieli takie momenty w życiu, albo w poprzednim życiu, gdy w wielkim skupieniu i spokoju mogli coś poczuć, pobyć sami ze sobą.

Zatem tylko to wewnętrzne oparcie daje prawdziwe bezpieczeństwo i jest ono w stanie zadziałać nawet przy zewnętrznym zagrożeniu.

Dlatego widzenia duchowe, którymi się zajmujemy stwarzają takie poczucie, że jest bezpiecznie, że nie ma zagrożenia, że nic złego się stać nie może, że jesteśmy w tym razem. Od tego się zaczyna, od światełka, od kropli wody, od cząstki siebie.

To jest dla każdego, nawet dla tych, którzy zrobili coś złego, a którzy chcieliby się zrehabilitować.

Artur Zgadzaj, www.widzenia.com

Patrz:  Artykuły o tematyce duchowej