Ocean samotności – razem, a samotni

 

Tytuł artykułu został zainspirowany fragmentem z filmu "Koyaanisqatsi" na YouTube https://youtu.be/woSbHbHd-EY oraz dwoma komentarzami do niego:

·        "Together, alone"  - (Legion)

·        "An ocean of loneliness"  - (MARTINEZ Lionel)

 

Cały film w 9 częściach można zobaczyć np. tutaj: https://youtu.be/i4MXPIpj5sA  zaś opis filmu na Wikipedii:  https://pl.wikipedia.org/wiki/Koyaanisqatsi

* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *

Ludzkość ma na dzień dzisiejszy (2018 rok) ponad 7,5 mld ludności. Pamiętam, jak uczyłem się w szkole, gdy mówiono, że ludzi jest 4,5 mld. Za mojego życia przybyło 3 mld ludzi. Warto też popatrzeć na tabelę przyrostu ludzi na przestrzeni wieków: https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Ludno%C5%9B%C4%87_%C5%9Bwiata

Widać z niej, że miliard był około 1820 roku. Choć jest nas około osiem razy więcej od tamtego czasu, to mamy:

·        miliardy razy więcej komputerów

·        miliardy razy więcej samochodów

·        miliardy razy więcej telewizorów

·        miliardy razy więcej telefonów i smartfonów

·        miliony razy więcej różnego rodzaju rakiet

·        miliony razy więcej pociągów, autobusów

·        setki tysięcy razy więcej statków na ropę, gaz i atom

·        setki tysięcy razy więcej samolotów

·        tysiące razy więcej dużych skupisk ludzkich, dużych aglomeracji i odpowiednio mniej społeczności małych, wiejskich

·        tysiące razy więcej zanieczyszczeń

 

oraz:

·        tysiące razy więcej osób sfrustrowanych i nieszczęśliwych, szukających swego miejsca w świecie

·        tysiące razy więcej osób osamotnionych, choć żyjących w tłumie

·        tysiące razy więcej samobójców, czyli takich osób, które targają się na własne życie sami z siebie, a nie poprzez zabijanie od innych, co zawsze miało miejsce w ludzkości

·        tysiące razy więcej przemocy w szkołach między rówieśnikami

·        miliardy razy więcej tzw. hejtu. Owszem kiedyś też było obmawianie jednych przez drugich i wzajemne pobicia, ale było to znacznie mniejsze, na mniejszą skalę. Życie w dużych społecznościach, Internet, telewizja, komputery i telefony sprzyjają obmawianiu, sprzyjają nagłemu wykluczeniu lub nagłym zachwytom, ocenie na wielką skalę, która była nie do pomyślenia w  w tamtych czasach, czyli w XIX wieku.

 

Czy jesteśmy dzięki temu bardziej szczęśliwi, że mamy aż tyle rzeczy więcej, począwszy od tysięcy razy więcej czegoś, aż po miliardy razy więcej czegoś? No po prostu powinniśmy piać ze szczęścia, aż by oddech zatykało z tego szczęścia. Ciekawe, czy osoba przeniesiona nagle z tamtych czasów do teraz doznałaby takiego szczęścia?

Samotność była zawsze u ludzi tak teraz, jak i w czasach prehistorycznych. Tak, to prawda, ale jak widać rozwój ludzkości nie rozwiązał tego problemu, a ludzi osamotnionych w tłumie jest znacznie więcej niż dawniej na wsi, gdzie większość się znała.

Mamy komputery, rakiety, samoloty, samochody. Możemy tak wiele robić, co było nie do pomyślenia 200 lat temu. Możemy na przykład bardziej swobodnie i szybko się przemieszczać. Możemy błyskawicznie skomunikować się z jakąś znaną nam osobą na całym świecie, a to przez Internet lub telefon, a nawet szybko poznać nowe osoby nie ruszając się z miejsca. Tak, to jest wielka wygoda i można powiedzieć, że postęp. Jednak ten postęp okupiony jest też innego rodzaju izolacją, taką wewnętrzną, takim zagubieniem - pytania o to co jest istotne i po co to wszystko. Nie chodzi o powrót do człowieka pierwotnego, lecz czy więcej, więcej, więcej rozwiąże nasze problemy? Czy też służy tylko przykrywaniu.

W tramwaju, czy autobusie miejskim nie ma do kogo zagadać, bo zdecydowana większość zapatrzona jest w swoje małe urządzenia zwane telefonami, smartfonami, tabletami. Życie stało się szybkie i nerwowe. Co chwilę są wielkie zmiany w zasadach, w przepisach, w sposobie funkcjonowania. Człowiek nie do końca wie, jak ma postępować. Ciągle gdzieś biegniemy, aby zdążyć zrobić to i tamto. Nie mamy czasu, aby się na czymś istotnym skupić, aby przeczytać poważną książkę, zrozumieć sens jakiegoś przesłania, sens istnienia. Tylko szybko, szybko. Przeskakujemy między obrazami, myślami i odczuciami, a wewnętrznie jesteśmy puści. Nie potrafimy utrzymać na czymś uwagi, bo myśli jakie cały czas spychamy w ciągu dnia zaraz wyskakują na nowo.

Gdy ktoś idzie z nami jakąś wspólną drogą, to mamy wrażenie przyjaźni, koleżeństwa, ale gdy tylko tego zabraknie, to jesteśmy głęboko sfrustrowani, gdyż nie potrafimy być sami ze sobą. Boimy się bycia sami ze sobą, zdaje się to nam największą karą, najgorszą rzeczą jaka może nas spotkać.

Zatem, co takiego strasznego jest w nas, że boimy się być sami ze sobą? Powinniśmy to zbadać. Powinniśmy się temu dobrze przyjrzeć. Uciekając od siebie, czyż można mieć lepszy kontakt z samym sobą? Przecież to jedno drugiemu przeczy. To sprzeczność sama w sobie.

Dlaczego od siebie uciekamy? Dlaczego musimy włączyć telewizor, a jak jest już włączony, to przełączyć pięć razy kanał? Dlaczego dziecko mówi - nudzę się? Dlaczego dorosły mówi - nie ma nic ciekawego w telewizji?

Dlaczego robimy wszystko, aby choć chwili nie być sami ze sobą? Co jest w tym takiego strasznego? Albo szukamy towarzystwa, czy to bezpośrednio, czy przez Internet, bo bezpieczniej, albo przez rozrywkę, czy oglądanie czegoś. Byleby zająć czymś umysł, byleby nie pozwolić wychynąć tych strasznych myśli, które są w nas. Och, ja nie mogę sam, czy sama zasnąć - ktoś mówi. Mam wielkie problemy z zasypianiem. Proszę, potrzymaj mnie za rękę. Usiądź koło mnie, jak będę zasypiał. Boję się tych myśli. Ja nie mogę być sam, czy sama w pokoju, nie mogę być sama w mieszkaniu, nie mogę być sam lub sama w swoim życiu. To straszne. Tylko co tu jest strasznego? O co tu chodzi? Przecież to my sami. Jak można mieć kontakt z samym sobą, a jednoczesnie bać się siebie?

Bycie razem nie jest złe i nie o to tu chodzi. Ludzie są sami, ponieważ nie współpracują ze sobą, tylko forsują swoje poglądy, chcąc podporządkować jeden drugiemu. To nie jest współpraca.

To forsowanie poglądów, forsowanie swych myśli, swego ja - z czegoś to wszystko wynika. W ten sposób, choć chcemy być w łączności z innymi i z samym sobą, to żyjemy w swej zamkniętej skorupie, w swoim światku swoich lękliwych myśli i przeżyć, nieufni, podejrzliwi, ciągle z poczuciem zagrożenia.

W porządku, jednak powiedzieliśmy wcześniej, że ludzie, że my uciekamy od siebie samych, od ukrytych myśli, a teraz mówimy, że chowamy się w swoim świecie, w swoich myślach. Jednak nie ma tu sprzeczności.

·        Otóż, gdy mówimy, że chcemy być w swoich myślach, żyć w swoim świecie, to dotyczy to tych myśli i obrazów, które uważamy za swoje, i które uważamy za korzystne z jakichś względów, za dobre, za pożądane, którymi chcemy się zajmować. Czyli te, które akceptujemy.

·        Zaś gdy mówimy o tym, że uciekamy od siebie, to ...  OK, zbadajmy to teraz.

 

Aby odkryć dlaczego boimy się być sami ze sobą musimy się przyjrzeć co zwykle robimy z myślami, uczuciami, przeżyciami, które są nam nie na rękę, które są niemiłe, są niepożądane.

Załóżmy, że czyta ktoś gazetę. W pewnym momencie wchodzi żona i mówi, że trzeba śmieci wyrzucić. OK, ktoś sobie mówi i choć to, co czytał bardzo go zainteresowało, to jest gotów przerwać to, aby zrobić to, o co prosiła go żona. Jeśli jednak ta sytuacja się powtarza, że gdy ktoś wróci z pracy i chce odpocząć, coś poczytać, coś obejrzeć, to ledwo usiadł, a już są te "prośby" od żony, to jak zaczyna ta osoba się zachowywać? Może się starać zamknąć, np. w innym pokoju, czy wyjść na balon, powiedzieć że jest zajęty, lub uprzedzić to, np. że od razu coś zrobi dla żony. Może też nie wiadomo dlaczego później wracać z pracy i nawet nad obiad nie przychodzić o czasie. Różnie dana osoba może się tu zachować, ale widać, że coś chce zrobić z sytuacją, bo nie może chwilę się na czymś skupić w takim czasie, gdy nic nie musiałaby robić, w takim czasie po pracy zawodowej, bo tam ciągle była w jakimś spełnianiu oczekiwań od pracodawcy.

Drugi przykład. Dana osoba odczuwa ból głowy. Nie może się skupić na tym co chce zrobić. Idzie do sklepu po tabletki od bólu głowy i zażywa jedną lub dwie. Po chwili czuje się lepiej i wraca do swoich zajęć. Tutaj osoba poprzednio odczuwała coś niemiłego, ale nie chciała z tym być i odczuć tego. Przeszkadzało to w jej zajęciach. Zatem, wzięła coś, co to przykryło, aby tego nie czuć.

Trzeci przykład. Dana osoba wstaje rano z ciężką, przybitą głową. Ledwo się zwlekła z łóżka, a musi iść do pracy i zdążyć na czas. Zatem idzie do kuchni zrobić sobie kawę. Mówi, że jak nie wypije kawy, to nie będzie mogła funkcjonować, że jest wtedy do niczego. Zatem pije tę kawę. Kawa jest gorąca, jest mocna i wywołuje intensywne skupienie na tym odczuciu. Skupienie to jest tak silne, że odwraca uwagę od ociężałości i bólu głowy. Odczucie płynące podczas wypijania kawy jest tak silne, że przykrywa tę ociężałość, i te przykre myśli że musi pytać do pracy, a przecież tego nie lubi. Jeśli to nie pomoże, to robi sobie mocniejszą kawę. Tak oto niemiłe odczucie zostało zastąpione innym odczuciem. Jedno zastępujemy drugim.

Przykład czwarty. Ktoś pokłócił się z drugą osobą, nieważne o co. Jak to się mówi – jest podminowany. Mówi sobie - muszę zrobić sobie coś miłego. Pójdę do kina, ciekawe co dzisiaj grają. Pójdę do pubu. Pójdę na zabawę, muszę się zabawić. Pójdę do galerii, kupię sobie coś fajnego. Pobawię się na komputerze albo obejrzę mecz. Zatem uczucie które powstało po tej kłótni odbierane jest jako niemiłe i dana osoba dąży do pozbycia się tego uczucia w różny sposób, a to przykrywając czymś innym, czy skupiając się na czymś innym, zastępując niemiłe odczucie odpowiednio miłym, przeciwieństwem. Stąd wzięła się koncepcja pozytywnego myślenia, pozytywnej myśli oraz negatywnej myśli, a także negatywnej i pozytywnej energii. Dana osoba może sobie teraz pomyśleć, że tamta osoba z którą się pokłócił ma negatywną energię. Oczywiście jest to bzdura, wyssana z palca, bo nie ma czegoś takiego, jak zła energia, ale i takie wnioski ktoś może wyciągnąć. Dlaczego? Bo tamten z czymś się nie zgadza, ma inne zdanie, skrytykował coś, nie chce się pod czymś podpisać itd. Łatwo jest wyciągać wnioski, że ktoś ma złą energię, że jest złym człowiekiem, tylko dlatego, że z nami się nie zgadza.

Wróćmy do tego co jest w nas i kwestii, że nie chcemy, czy boimy się być sami ze sobą. Otóż pytanie było - co zwykle robimy z niechcianymi myślami, obrazami, odczuciami? Czyż nie próbujemy ich zepchnąć, aby ich nie było, pozbyć się ich, przykryć czymś, skupić się na czymś nowym, albo na jego przeciwieństwie, czyli na pozytywnym, np. będę słać tej osobie, z którą się pokłóciłem miłość. W ogóle wszystkim będę słać miłość, a co. Zastąpię myśli negatywne pozytywnymi, takimi miłującymi i zapanuje raj na Ziemi.

Są tutaj dwie kwestie:

·        Czy oceniając te myśli, obrazy i odczucia jako negatywne nie tworzymy czasem w sobie czegoś, co odpychamy od siebie? Czyli część siebie uważamy za pożądaną i chcemy w niej być, zaś część siebie uznajemy za negatywną, której nie chcemy. Tak, nie chcemy, ale to jest część nas. Mamy zatem sytuację, że część siebie odpychamy, jednak w ten sposób nie możemy zaznać spokoju i będziemy potwornie bali się pobyć dłużej sami ze sobą, bowiem wtedy ta część odpychana na co dzień zacznie wychodzić na wierzch, zacznie wypływać na światło dzienne, zacznie w różnych formach pokazywać się w umyśle, czy to w postaci niechcianych myśli, różnych myśli lękowych, myśli o zagrożeniach, czy też w postaci obrazów, np. jakaś zła postać, a u dzieci potwory, czy też w postaci odczuć, np. znów ból brzucha, głowa boli, ociężałość. Dodatkowo, wszystkie te myśli, obrazy i odczucia będą wywoływać złoszczenie się, gniew, irytację i wszelkie stany lękowe oraz depresję. Jednak to nie te myśli są winne jako takie, to nie te obrazy, ani nawet nie te odczucia. Istotny jest nasz stosunek do tego. Jeśli to odpychamy, jeśli z tym walczymy - a jest to część nas - to sami siebie wykańczamy, sami siebie niszczymy. Ważne jest - co z tym robimy, jak do tego podchodzimy.

·        Spychając to w sobie, ukrywając to, starając się to przykryć, starając się tego nie widzieć - przestajemy być tego na co dzień świadomi, jakby tego nas prawdę nie było. W ten sposób nie jesteśmy w stanie powiązać pewnych sytuacji, które nam się zdarzają, tych niechcianych sytuacji, tych niemiłych niespodzianek - z tym, co żeśmy przykrywali i spychali wczoraj, przedwczoraj, tydzień temu, miesiąc temu, rok temu, a także tego, co schowaliśmy głęboko w sobie w okresie dzieciństwa, te urazy, te lęki, te traumy, te niechęci do kogoś i do czegoś. To wszystko będzie wychodzić w chwilach, gdy nie jesteśmy w stanie się dalej nakręcać, pozytywnie nakręcać, pozytywnie programować i trzymać w umyśle dobre myśli. Nie sposób ciągle trzymać w umyśle tylko jeden rodzaj myśli, ponieważ myśli i obrazy są ze sobą powiązane, ponieważ odczucie dobrego jest powiązane z odczuciem złego, ponieważ myśl o bogactwie jest powiązana z myślą o biedzie, ponieważ myśl o bezpieczeństwie jest zawsze powiązana z wszelkimi obrazami zagrożeń, oraz ponieważ uczucie ciepła jest powiązane z uczuciem zimna. Nie tylko przeciwstawne obrazy są ze sobą powiązane, lecz także powiązania są tematyczne między różnymi obrazami i myślami. Czyli, powiedzmy ktoś myśli o słonecznej i ciepłej plaży, a zaraz wchodzi myśl o urlopie, kiedy będzie mieć wolne, a zaraz myśl, że pracodawca jest surowy i chyba mu nie da urlopu w takim okresie. Te obrazy są wzajemnie powiązane. Ludzie myślą, że aby utrzymać stale tylko pozytywne myśli - to kwestia ćwiczenia, dyscypliny umysłu, jakichś dziwacznych medytacji, takich coraz to nowych i wymyślnych. Jednak każde skupienie na pozytywnym obrazie wzmacnia nie tylko ten obraz. Ktoś usilnie skupia się - jak tylko może - na jakiejś korzystnej sytuacji życiowej dla siebie. Myśli o niej, wyobraża je sobie w różnych wariantach oraz wzmacnia ją energią od słońca, gwiazd, planet, czy energią od kryształów, które w tym celu właśnie kupił, jakimś napojem, czy wywarem z czegoś, słowem czym tylko się da. Jednak ten obraz korzystnej dla siebie sytuacji skądś się wziął. Pochodzi z jego frustracji co do negatywnej sytuacji, w której jest obecnie, i z której usilnie chce się wydostać. Jak sobie wyobrazić pozytywne rozwiązanie swojej sytuacji? Właśnie poprzez obraz tej negatywnej, jako jej przeciwieństwo. Inaczej nie mógłby określić, nie mógłby wiedzieć, że to dla niego będzie pozytywne. Zatem skupiając się i zasilając emocjonalnie, zasilając sobą tę pozytywną myśl wzmacnia jednocześnie w równym stopniu tę negatywną myśl, ten negatywny obraz. Na początku tego w ogóle nie widać, ponieważ dana osoba jest tak zafascynowana przeżywaniem w swym umyśle czegoś tak pozytywnego, tak wspaniałego, że ma wrażenie, jakby te negatywne obrazy i myśli na prawdę dzięki temu zniknęły. Myśli, że w końcu osiągnęła swój cel, jednak tylko pozornie. Jak mówiliśmy wzmacniane są oba obrazy - ten pozytywny i ten negatywny. W trakcie pozytywnego myślenia, tego nakręcania się - w tle cały czas są wzmacniane negatywne myśli, obrazy i odczucia. Coraz bardziej dają o sobie znać, coraz bardziej się dobijają, aż w końcu dana osoba nie jest w stanie dalej usiedzieć w tej medytacji, czy w tych myślach. Zaczyna się wiercić, zaczyna czuć niewygodną pozycję, musi wstać i zrobić coś innego. Innymi słowy musi to odpuścić, bo kontynuowanie na siłę staje się ciężkie, coraz bardziej musiałaby walczyć z odczuciami.

Wskutek tego procesu przykrywania i spychania niemiłych myśli, odczuć i obrazów z całego życia, a być może i poprzednich żyć - jest tego tyle nagromadzone w nas, że jak dana osoba tylko usiądzie, aby poczuć siebie - to wszystko zaczyna wychodzić, zaczyna powracać jak bumerang, dawne lęki. Wówczas co robi zwykle taka osoba? Ach nie mogę być sam, potrzymaj mnie za rękę, pobądź przy mnie, usiądź na chwilę, bądź ze mną, nie opuszczaj mnie. Ja nie mogę być sam, to jakiś koszmar, czuję się fatalnie, jak zbity pies. Najgorszemu wrogowi bym tego nie życzył, współczuję tym, co muszą być sami.

Tak, współczujemy tym co są lub muszą być sami, np. w okresie świąt, Wigilii. Trzeba jednak wiedzieć, że obecność kogoś drugiego, towarzystwo oraz posiadanie przyjaciela i kolegów jest przydatne przejściowo. Nie rozwiązuje zasadniczo problemu, problemu spychanych myśli i obrazów, gdyż żadna przyjaźń, żadne towarzystwo drugiej osoby niż uwolni nas od tych myśli. Musimy się z tym sami zmierzyć. To towarzystwo jest tylko po to, aby nam w tym procesie pomóc, ale rozwiązanie jest w nas.

To dlatego osamotnienie i ten dojmujący smutek z tym związany jest tak bolesnym problemem dla człowieka. To dlatego z jednej strony chcielibyśmy mieć lepszy kontakt z samym sobą, lepszą łączność z własną duszą, ale sami stwarzamy blokadę i lęk przed samym sobą – co też tam w nas jest.

Widzenia duchowe, które prowadzimy zmierzają do rozwiązania tego problemu, sięgając w istotę rzeczy, w przyczynę, a nie tylko objawy, nie tylko skutki. Uczą, jak być ze sobą, jak poczuć siebie, jak oswoić się ze sobą samym, a przede wszystkim nie tworzyć wyobrażeń, a przynajmniej nie przywiązywać się do nich, jakie by nie były. Pozwalają oswoić się z własną duszą, ze swoim sercem, a wtedy okazuje się, że nie ma w nas niczego strasznego, że to są tylko zmory, tylko myśli, tylko obrazy, tylko wyobrażenia, które sami przez tysiące dni wygenerowaliśmy i wzmacnialiśmy. One muszą wyjść, a wtedy można zobaczyć ich nierzeczywistość i jak dusiły nas za gardło przez całe życie wyskakując w najmniej oczekiwanych momentach. Jednak to my sami to stworzyliśmy i nie ma tu cwaniaków, których to nie dotyczy, niezależnie od tego, czy ktoś jest znany, czy też nie, mały, czy wielki, z problemami, czy też bez. Inaczej nie doświadczałby trudnych sytuacji, zawodów i rozczarowań, bólu i smutku, a być może nawet starzenia się, a także wielkich niespelnionych pragnień i marzeń, pomieszania, niepewności. Każdy przez to przechodzi, choć wielu się chwali, że jego to nie dotyczy pokazując swe radosne zdjęcia ze znajomymi, z przyjaciółmi i rodziną, ciesząc się chwilami, które trwają czas jakiś, a potem znów doświadczamy tego, o czym tu mówimy. Czy oszukujemy się? Ty na to odpowiedz. To musi być Twoja odpowiedź. Po to to robimy.

Zapraszamy.

Artykuły powiązane:   Pozytywne myślenie

Patrz:  Artykuły o tematyce duchowej

Artur Zgadzaj, widzenia.com